Jak psychologia pomaga w rozwoju samoświadomości?

 
Studia psychologiczne przesiąknięte są treściami, które wprost wiążą się z rozwojem świadomości dotyczącej ludzi, jako takich. Można się domyślić, że skoro studiujemy przypadki innych, rozkładamy na czynniki pierwsze teorie, wyciągamy wnioski z eksperymentów i doświadczeń to łatwo jesteśmy w stanie odnieść tą całą widzę do siebie i przeanalizować „jak to jest u nas”.

Do dziś pamiętam bardzo rozwojowe zajęcia dotyczące teorii osobowości i różnic indywidualnych, gdzie poznawaliśmy wiele testów psychologicznych, a prowadzący zawsze kładli nacisk na to, abyśmy nie tylko poznali „szkielet” narzędzia, ale również abyśmy przetestowali je na sobie. Dzięki temu było nam prościej zrozumieć, o co w danym teście tak naprawdę chodzi, a także nauczyć się jego interpretacji i znaczenia. I choć dotyczyło to tylko fragmentarycznego wycinka zajęć, to cała umiejętność przeniosła się (przynajmniej w moim przypadku) także na inne aspekty.

W istotny sposób studia przyczyniły się u mnie do zwiększenia wiedzy o samej sobie, a także do zapoczątkowania rozwijania umiejętności pracy z innymi w oparciu o rozmowę i pozytywne wzmocnienia. Ludzie zawsze chętnie mi się zwierzali, ale „to za mało”. To było za mało do tego, by rzeczywiście móc coś zmienić. Po studiach poczułam się dużo pewniej w towarzyszeniu prawdziwym procesom zmian życiowych.

Na psychologię idą ludzie, którzy mają ze sobą problem

 
Wiele razy słyszałam tą tezę. Na początku bardzo się przeciwko niej buntowałam, bo uważałam ją za strasznie niesprawiedliwą generalizację. Z czasem nauczyłam się akceptować to, że inni mogą tak myśleć. Dokonałam również własnych obserwacji i zaczęłam na niewielkiej próbce znanych mi osób z mojej i innych uczelni sprawdzać, czy rzeczywiście są to studia dla ludzi „z problemami”.

Poznałam wiele historii i motywacji. Część z nich wprost dotyczyła przetrawienia ważnych i trudnych dla siebie obszarów życiowych, część z nich pośrednio do tego dążyła, a część była zupełnie od takich spraw oderwana. Czyli pewnie rozkład byłby tu dokładnie taki, jak w przypadku wyboru innych studiów. To, co jednak zauważyłam, a co było dla mnie pewnym zaskoczeniem, to dość dobrze rozwinięta wśród studentów psychologii świadomość własnych potrzeb i pragnień, tego dlaczego tu są. Niezwykle rzadko słyszałam „tak jakoś wyszło”, „to był przypadek”, „nie miałam/miałem pomysłu na siebie”. Zazwyczaj powody były konkretne i opierały się o własne predyspozycje, zainteresowania, zawodowe plany na przyszłość.

Łącząc kropki, pomyślałam, że na psychologię idą nie Ci, którzy mają problemy, ale Ci, którzy mają spory wgląd w siebie. A ten wgląd może się brać z najróżniejszych przyczyn, w tym także z problemów.

Ja też miałam swoją motywację

 
Studia psychologiczne wybierałam z dużą determinacją i przekonaniem, że to jest to, co chcę robić w życiu. I choć nie udało mi się dostać na studia dzienne, na których od lat limit miejsc jest znacznie mniejszy od ilości chętnych, postanowiłam zawalczyć o swoje cele i marzenia, co skutkowało podjęciem decyzji o wybranie się na studia płatne. Kosztowało mnie to nie tylko inwestycję finansową, która wtedy nie była dla mnie czymś prostym, ale także wiele innych wyrzeczeń. Ostatecznie, wtedy, jak i dziś jestem przekonana, że to była słuszna droga. Jakie Ty wyzwania podejmujesz w trosce o swoje przekonania i potrzeby?